Efekty kalendarzowe na rynku giełdowym

Osoby, które zaczynają interesować się Giełdą Papierów Wartościowych z pewnością zetknęły się z informacją mówiącą o sezonowych okresach, w których warto inwestować lub też lepiej się przed tym powstrzymać. Mówi się wręcz o kalendarzowych efektach na giełdzie – rzekomo pewne miesiące są pewnikiem, jeśli ktoś chce zarobić, w pewnych okresach lepiej jest inwestować, w innych zaś sprzedawać z korzyścią swoje walory.

Najgłośniej mówi się o efekcie grudnia, czyli tak zwanym rajdzie świętego Mikołaja oraz o efekcie stycznia. Są to okresy najbardziej sprzyjające inwestorom związane z końcem roku oraz wprowadzaniem nowych planów inwestycyjnych.

Głośny jest również efekt „Sprzedaj w maju, odkup w listopadzie”, który potrafił nawet zapewnić dwukrotny zysk osobom, które stawiały właśnie na tę metodę, a nie na długoterminowe inwestycje. Istnieje także zjawisko „letniego rajdu”, w którym to odnotowuje się wzrosty cen akcji.

Czy wiara w takie efekty kalendarzowe faktycznie może przynieść korzyści? Okazuje się, że w wielu przypadkach efekty te mają wątłe pokrycie ekonomiczne i opierają się raczej na psychologicznych przesłankach. Jeśli więc zawierzymy im całkowicie, wówczas może okazać się, że gorzko się rozczarujemy.

Praktyka pokazuje, że na Giełdzie nie istnieją cudowne sposoby na zarobek – owszem, strategia efektów pór roku może się sprawdzić i przynieść satysfakcjonujące korzyści, ale równie dobrze może też dotkliwie pomniejszyć portfel inwestycyjny. Inwestycje długoterminowe okazują się bardziej bezpiecznym i stabilnym – choć też ryzykownym – rozwiązaniem.

.